Coś się kończy, coś się zaczyna...

sobota, 24.marca.2012, 18:04

http://25.media.tumblr.com/tumblr_lr3w2aP0mT1qh114go1_500.png

Wiosna! Czas na zmiany? Zmiany u mnie zazwyczaj przychodzą na zimę, tak się stało i w tym roku, więc wiosna jest raczej czasem na ogarnięcie się w tych zmianach. Większość zmian wyszła mi na dobre. Mam dużo więcej czasu, chodzę do teatru, czytam książki, wreszcie z uwagą oglądam filmy, zamiast bezmyślnie gapić się na seriale i poza kupowaniem gazet - zaczęłam je czytać. Jedynym minusem wszystkich zmian jest to, że moja waga przypomina aktualnie słodkie czasy podstawówki, a skóra ma kolor kartki z nowo-kupionej książki... Drugi tydzień paskudnej choroby, która zatrzymuje mnie w domu w te piękne słoneczne dni, postanowiłam wykorzystać na ogarnięcie tematu. Colę zamieniamy na soki, tosty na chrupkie pieczywo, pizze na sałatki a chrupki na otręby i owoce. Wykopuję z szafy matę i przypominam sobie zestawy ćwiczeń na piłkę. W końcu trzeba się będzie jakoś zaprezentować za dwa tygodnie na plaży! Skoro siedzę w domu i postanawiam wszystko zmienić, warto też będzie znaleźć wyjątkowo pojemny karton i bez zbędnych sentymentów wyrzucić zasuszone kwiatki, butelki po specjalnych, przełomowych winach, skrzynki z listami (chociaż... to akurat warto zostawić ;) i mnóstwo niepotrzebnie nagromadzonych wspomnień. Na puste miejsca wstawię te kosmiczne ilości filmów i książek, którym nie mogę się nigdy oprzeć i na które w ciągu ostatnich miesięcy wydałam zdecydowanie za dużo pieniędzy. Niestety czas chyba na kolejny karton z napisem "art"...załadować do pełna i wstawić gdzieś na szafę. Za dużo to miejsca zajmuje, straszy w nocy, a pożytku żadnego z tego już nie ma... Potem zostanie tylko napisanie sobie ładnego CV i znalezienie dobrej pracy, która pozwoli mi nie myśleć o studiach przez najbliższy rok.

Jeśli to wszystko mi się uda to będę z siebie bardzo dumna, ale wierzę, że tym razem wszystko będzie dobrze. I tak już zaczynają się dziać rzeczy, które miałam jedynie w najśmielszych snach, więc kto wie... w końcu tak to już jest, że coś się kończy, a coś się zaczyna, prawda? ;)

K.

Przebudzenie

wtorek, 6.marca.2012, 01:54

Och, co za niespodzianka. Minął już rok. To tylko potwierdza wszystko do czego ostatnio doszłam i to, co pisałam ostatnio. Tak jak wtedy, tak samo później i przez cały rok, nic się nie wydarzyło. Nie, że jestem skromna i nie lubię się chwalić publicznie. Po prostu NIC się nie działo. schemat opisany poniżej cały czas pasował, tylko że doszło więcej pracy i więcej zajęć, przez co odpadło sporo telewizji i seriali, no i snu, ale o tym chyba nie muszę wspominać.
Tak czy inaczej jak to bywa ze mną na zimę, postanowiłam wszystko zmienić i wywrócić do góry nogami. Ponoć jak się stoi na głowie to się lepiej myśli. Powiem wam, że coś w tym jest, bo zaczęłam myśleć o rzeczach, które już dawno gdzieś zagrzebałam w codzienności. Na przykład przypomniałam sobie jak było wcześniej. Zanim moje życie na dobre się zatrzymało i umarło na jakiś dziwny zawał. Różnie ze mną w liceum bywało i sporo można o tych czasach opowiadać, niekoniecznie z dumą. Ale jest coś z czego zawsze byłam dumna. Kiedyś, w tamtych szalonych czasach ktoś zauważył, że czerpię z życia garściami. Kosztuję każdy jego fragment, często bez patrzenia na konsekwencję. I powiedział, że to jest piękne. Nie do końca zrozumiałam wtedy, kiedy byłam w samym środku tornada jakie wywoływałam. Ale potem z tego wypadłam i dopiero teraz, stojąc z boku, widzę jakie to było piękne. Przypominam sobie, że świat jest piękny a ludzie dobrzy. Powoli odkrywam jak cieszyć się życiem i brać wszystko nie patrząc na nadciągające problemy.  Przypominam sobie tą radosną i szczerą dziewczynę w dredach. Chyba wiem też czemu się ich pozbyłam. Po co miałam nosić coś, co już mnie nie definiuje. Tak daleko uciekłam od tego co kiedyś miałam w głowie, że przeciąganie tego wizerunku straciło sens. Tak więc, Radku, postaram się wrócić do tego co kiedyś tak bardzo Cię fascynowało. Staram się wymazać ze słownika słowo "nie" i na nowo zachwycić się życiem. Zbliża się piękna wiosna, to może bardzo pomóc. Oczywiście nie wszystko jest takie proste. Muszę się na nowo określić, zdefiniować. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze studia, z którymi nie mam pojęcia co zrobić. W świecie trochę bardziej mi sprzyjającym olałabym na rok uczelnie, pojechała w świat i spróbowała dowiedzieć się kim jestem, kim się stałam i kim chcę się stać... Ale to nie jest taki świat i muszę znaleźć czas na takie rozkminy pomiędzy projektami, które mnie nudzą, nie sprawiają żadnej przyjemności i niesamowicie męczą, mimo że jeszcze jakiś czas temu nie widziałam świata poza tym.


Ale czuję że mam na to siły. Wiem, że mam skąd czerpać energię. A to już coś. Wierzę, że będzie dobrze. W każdym razie... będzie lepiej!


P.S. Otwieram bloga. Jest tutaj pewnie masa rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jak kiedyś będę miała czas to może go ocenzuruję. Ale z drugiej strony przez ostatni rok nie pisałam, blog jest tutaj chyba od 3 klasy gimnazjum, więc właściwie to już historia, która ma funkcję jedynie wspomnień i już nikomu nie powinna zaszkodzić. A takie otwarcie może zmotywować mnie do pisania, o ile oczywiście ktokolwiek będzie tu zaglądał trochę częściej niż ja sama;)
Miłej lektury!! :)

K.

W afryce duszy swej się dusisz.

środa, 16.marca.2011, 13:05

Robi się ze mną coś dziwnego. Mieszam się. Mam w głowie wszystkie obrazy z przeszłości. Ale wszystkie są nałożone na siebie. Siedząc na skarpie w Lubiążu, palę wiśnowe papierosy, popijam porto i czuję błękitnego banderasa. A to przecież zupełnie oddzielne wspomnienia. Brakuje mi niecodzienności. Brakuje mi czegoś specjalnego. Brakuje mi chodzenia 30cm ponad chodnikami. Brakuje mi na tyle, ze zerkam w stronę Wysp. Brakuje mi spania na materacu, palenia papierosów siedząc na parapecie, beztroskiego zycia muzyką i winem. Brakuje mi na tyle, że już prawie jestem we wrocławiu. Brakuje mi zabawy i spiewu. Brauje mi specjalnego traktowania. Brakuje mi porannej kawy. Brauje na tyle, że nie potrafię odwrócić głowy przechodząc koło pewnego domu.


Ale to nie tak. Mi nie brakuje uczucia. Nie tęsknię za tamtymi porywami serca. To byli ludzie. Mniej lub dużo bardziej dla mnie ważni. Czy znałam ich 3 tygodnie, pół roku czy 6 lat.. Brakuje mi ich po prostu. Tak jak brakuje przyjaciela, który nagle, bez pożegnania musiał gdzieś wyjechać, a potem zapomniał zadzwonić w dniu urodzin. Kotłuje się w tym wszystkim, czuję się z tym źle. Ale nic z tym nie zrobię. Niektórzy odchodząc zabrali spory kawałek mojego życia.


Przepraszam. Skłamałam mówiąc, że nie brakuje mi porywów serca. Zabiłabym za chociaż lekką arytmię. Śniadanie, praca, zakupy, obiad, pranie, sprzątanie, serial, kolacja, sen, śniadanie, praca, ... A ja wciąż mam 20, nie 40 lat. Ale chyba już nie mam prawa narzekać. Może i tak mam lepiej niż kiedykolwiek mogłabym mieć. Mam pewność. Obietnice trwałości. Jedyną rzecz, której wtedy brakowało. Za każdym razem. Może to więcej niż wszystko o czym mogłabym marzyć.

K.

There is no time, time doesn't really exist.

piątek, 29.października.2010, 15:51
Mówią, że czasem trzeba się zatrzymać i popatrzeć na swoje życie.
Więc stoję. Stoję i patrzę. Patrzę tak już od dobrych 4 miesięcy. Nie wiem, co powinnam zobaczyć, naprawdę. Widzę, że lubię tą cała sprawę z architekturą. Widzę, że brakuje mi tańca. Partnera do tańca. Widzę, że jednak jestem w stanie sobie poradzić z dorosłym życiem. Że się nie poddałam, że nie jest tak, jak wszyscy mówili. Widzę, że to prawda, ze każda dziewczyna ma jednego faceta, którego nigdy nie przestanie kochać i że już nie pamiętam, jakie to uczucie nie tęsknić. Na pulpicie widzę zdjęcie idealnego faceta, który istnieje, ale gdzieś daleko, z głośników od tygodni wydobywa się tylko jego głos. W lodówce widzę jedno jajko i wodę mineralną, koło łóżka sztalugę, aparat i kilka pustych butelek, a w kieszeni papierek zapachowy po tytułem "Blue Seduction By Antonio Banderas". Całe to zatrzymywanie się i patrzenie.. to działa. Ale co potem? Stanąć, popatrzeć, ruszyć dalej. Zabrakło mi ostatniego etapu. Emocje, uczucia, wspomnienia, stan psychiczny, siły, chęci.. wszystko zostało w takim stanie, w jakim to zostawiłam 23 czerwca. W sumie. O tyle dobrze, że stoję. To zawsze lepsze od leżenia.

Zbliża się zima, nie wiem, dlaczego, ale dla mnie to właśnie ona, nie wiosna, jest zwiastunem zmian, nowego początku.. Od lat to zimą wszystko się zmieniało. Z niecierpliwością czekam na tegoroczną zimę. Może liczę na to, że kiedy będzie już tak bardzo zimno ktoś przyniesie mi tą pomarańczową herbatę, jak kiedyś..? A może gdzieś w głębi duszy czekam na zimę, bo wiem, że wtedy coś, co jakiś czas temu zostało przekreślone będzie trochę bliżej mnie, choć na chwilę..? A może poznam kogoś zupełnie nowego, zupełnie z innej bajki? Zimą zawsze wszystko się zmienia. To miał być rok bez rozczarowań. Oby tak zostało.

‎"Nieodpowiedni faceci nigdy cię nie skrzywdzą w przeciwieństwie do tych odpowiednich. Ci to prawdziwi zabójcy."
K.

środa, 11.sierpnia.2010, 00:32
Wróciłam dziś do "Samotności w sieci".
Czysty masochizm.
Doszłam do pewnego fragmentu, właściwie e-maila i zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie uczestniczyłam w jego tworzeniu. 88 dni i 16 godzin. Postanowiłam policzyć swoje. tak.. w sumie 52 dni wielkiego ognia + 66 dni powolnego wygasania. To smutne, dłużej się kończyło niż trwało. W sumie 118 dni. 118 dni, których nie jestem w stanie porównać z niczym innym. Jak to było? "Żaden mężczyzna nie miał tak mało czasu i nie dał mi tak wiele". Dokładnie. Litera po literze wszystko się zgadza. i to, że to miała być tylko przerwa w trakcie opery i sposób.. traktowania ciała i muzyka, nadmiar czułości,oczy, uśmiech, elegancja.. Czytam Opis L.J. i doskonale wiem, że powinnam wstawić tam trochę inne litery i inne cyfry, a wszystko byłoby jak trzeba. Wciąż ciężko mi uwierzyć, że trafiłam na bohatera książek. Jakbym komuś opowiedziała to by mi nie uwierzył, mogę nawet nakręcić o tym łzawy melodramat. Nie wiem, co się dzieje, nie przeżywałam czegoś takiego od czasu.. od 3 gimnazjum. 24/7 jestem podłączona do fejsa i poczty, czekam na jakąkolwiek wiadomość łudząc się, że to będzie ta, na którą czekam. Jak mogłam dopuścić do tego, że kilka iście filmowych miesięcy rozłożyło mnie na łopatki? To nie ja. Normalnie powinnam przejść obok. Tu nie potrafię, to uparcie do mnie wraca i stuka do drzwi z butelką wina.. Cholera, jak mogłam na to pozwolić..?
K.

SlotAfterParty.

wtorek, 13.lipica.2010, 23:05
Wróciłam.
Nie było tak źle.
Ten tydzień sporo mnie nauczył. W ogóle ostatnie tygodnie są całkiem.. edukacyjne.
Nauczyłam się, że piosenki o miłości to tylko piosenki.
Że filcowe koniki i woda z celofanu istnieją tylko w fabryce snu i nikt nie potrafi ich przenieść do rzeczywistości.
Że miłość to nie pluszowy miś.
Że czasem jest tak, że niech się wali cały świat.
Że Ciechowski jest dobry na wszystko.
Że faceci zawsze są tacy sami.
Że już lepiej usłyszeć "dzień dobry, było cudnie, a teraz zabieraj rzeczy i spierdalaj" niż nie usłyszeć nawet "dzień dobry", albo chociaż nie zobaczyć uśmiechu wdzięczności.
Że nawet Gwiezdne Wojny można obejrzeć.
Że 80-minutowy film bez jednego dialogu też może być piękny.
Że nie zaprasza się do domu nieznajomych.
Że nie otwiera się drzwi w samochodzie złapanym na stopa.
Że spontaniczne przygody są super, ale nie zawsze kończą się dobrze.
Że letnia ulewa jest najpiękniejsza na świecie.
Że nie trzeba się tak stresować.
Że trzeba nabrać dystansu do siebie, życie jest wtedy o niebo łatwiejsze.
Że pieniądze to nie wszystko.
Że mamy jeszcze szanse na wielką miłość.
I że znowu nic nie wyniosłam z nauki o zbytnim zaangażowaniu..




"A co jeśli to ja dźwigam sens, którego łakniesz..?"




P.S. Pytasz jak udało mi się wyjść z marazmu dni bez Ciebie gdy Ty rozdajesz sam siebie jak słowa..
K.

SlotArtFest.

poniedziałek, 5.lipica.2010, 21:25
Za 9 godzin jadę.
Teoretycznie już wczoraj powinnam mieć spakowany plecak i siedzieć na dworcu odliczając godziny i minuty.
Bo czekam na ten wyjazd od roku.
Ale ten slot miał wyglądać inaczej.
To miał być najlepszy slot.
Póki co od.. 12 dni(?) jestem wyprana z życia.
W pokoju rośnie mi sterta śmieci, bo jakoś nie widzę sensu w robieniu porządków.
Powinnam dawno wystawić stare podręczniki do komisu, zagracają mi tylko witrynę.
Rano wstaję z łóżka, turlam się do pracy i 11 godzin bezmyślnie oglądam filmy jak ze snu.
Tak więc zgodnie z tą moja depresją(czy coś.) siedzę od jakiegoś czasu i patrzę na swój plecak. Nie chce mi się pakować. Nie chce mi się jechać. Nie zachęca mnie nawet perspektywa wypicia hektolitrów zimnego czaju zaraz po przyjeździe.

Nie. Nie chcę.
Tatr też nie chcę.


Jak nisko trzeba upaść, żeby błagać o miłość..?
K.

dance me to the end of love.

niedziela, 27.czerwca.2010, 17:36
Fbl nie jest dobrym miejscem, więc tu przenoszę całą moją frustrację. Tam niech zostaną piękne cytaty z piosenek, które są tylko piosenkami.

[24.06]
"Wczoraj także mi się śniłeś,
w bibliotece roztaczałeś czar swój.
Prosiłeś do tańca wszystkie panie,
by żadna z nich nie podpierała ścian.
I nagle przyszła moja pora,
w Twoich źrenicach zobaczyłam się
i mówisz obudź się, dziewczyno
otwieram oczy i.."
Bo to tak chyba musi być. Kiedy się dostanie coś, co nikomu się nie zdarza. I nagle jest się bohaterem filmu. Żyje się w centrum swoich marzeń. Jak można być tak naiwnym, żeby w takiej chwili zapomnieć o tym, że nic nie trwa wiecznie, a z takich snów budzimy się z krzykiem? To też zapewne ma jakąś nazwę. Wiecie, to nie był taki film, o jakim mówiłam. To musiał być sen o takim filmie. No bo jak wygląda fabuła komedii romantycznych? Spotykają się przypadkiem na ulicy. Nie znają się, ale z miejsca się zakochują. Podchody trwają tylko chwilę. Potem są nielegalnie szczęśliwi. Chodzą na spacery. Do kina. Wyjeżdżają za miasto. Planują przyszłość. Zapominają o całym świecie. Potem ktoś zdradza. Albo długo skrywane kłamstwo wychodzi na jaw. I to jest ten moment kiedy kobiety rzucają popcornem i lodami w ekran i klną na czym świat stoi, bo faceci są podli. Ale za chwilę sięgają po chusteczki bynajmniej nie po to, żeby zetrzeć z ekranu resztki swojej złości. Zanoszą się płaczem, bo przecież jak zwykle on zrozumiał, że zawsze kochał tylko ją. Obiecuje wierność i szczerość. Biorą ślub, ona rodzi mu dzieci i mają piękny dom z bajeczną kuchnią i hamakiem pod sufitem. A ja z krzykiem obudziłam się na etapie rzucania lodami w ekran. Skoro happy end został pominięty.. to musiał być sen o takim filmie. A szkoda. To mógł być dobry film.

Ale jak to śpiewają tacy jedni chłopcy.. "wciąż lepiej przeżyć coś niż obejrzeć o tym film". I ja się z nimi zgadzam. Nie żałuję. Nie cofnęłabym się do tamtego rozstaju, żeby jeszcze raz, wyraźnie przeczytać drogowskazy i wybrać inną drogę. Świadomie poszłabym jeszcze raz tą samą. Ba, pobiegłabym z uśmiechem. Prosto nad urwisko, którym ta droga się kończy. Bo nigdy nie szłam piękniejsza drogą. No ale nic to. Co było a nie jest.. A karma powraca. Przeżyłam tamto, przeżyję i to.


[27.06]
Mam w głowie tyle słów.. Obijają mi się po głowie nie pozwalając skupić się na egzaminach, które już w środę. Gdzieś nagle odzywa się tym paraliżującym głosem "skazani na sukces". Kiedy już się otrząsnę, na melodię "Dance Me To The End of Love" słyszę cichy szept "bez szans na niepowodzenie". Śledzę każdy swój ruch, każdą rozmowę i nie mogę sobie wybaczyć bo wiem, że to moja wina, a ja nawet nie zdobyłam się na 'przepraszam'. A przecież się należało. Jestem totalnie rozwalona przed tymi egzaminami. I tylko czekam aż za plecami poczuje zapach Banderasa i ten ciepły oddech dodający odwagi i przynoszący spokój. Jutro przede mną cały dzień malowania. Jedyne czego potrzebuję to silnych ramion i wspólnej kawy w przerwach między pracami. Świruję. Odchodzę od zmysłów. Wiem, że nie powinnam. Ale, damn it. Ja nawet nie potrafię Cię znienawidzić. I robię wszystko tak, jak nie robiłam wcześniej. I kupuję spodnie z myślą o Tobie i dokręciłam dzisiaj dready. Ale to pewnie i tak nie ma znaczenia, bo to wszystko to już tylko słowa w mojej głowie.

[27.06 - już pisany na bieżąco..]
Teczka to była wielka pomyłka. AW to wielka pomyłka. Nie dokonam tego sama. Właśnie skończyłam kolejną pracę. Parezę na nią i na zmianę chcę płakać i się śmiać z tego, co właśnie stworzyłam. I przypomniałam sobie, jaka piękną barwę ma połączenie błękitu i czerwieni. Przypomniałam sobie, że to moje ulubione połączenie.
Nie wiem, dlaczego, ale wierzę, że ludzie się zmieniają. Przeczytałam dziś wszystkie 84 maile.. i jeszcze te 55.. I jestem pewna, że ludzie się zmieniają.

Muszę wyjść i nałapać trochę energii..
Przydałoby się powtórzyć 'kulturalnego' z piątku.


p.s. Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie...
K.

Rrrrwa mać!

środa, 14.kwietnia.2010, 21:52
Ostatnio nic innego nie przychodzi mi do głowy. No, może jeszcze.."do kurwy nędzy chędożonej w rzyć bez litości!"
Tak, tak. dokładnie za 20 dni będę drapać ścianę po 6 godzinach polskiego, przed 6 godzinami matmy. Ale ja się właściwie tym nie stresuję. Bo ja mam swoje egzaminy pod koniec czerwca. Co więcej, ja mam swoje roczne studium architektury. I teraz następuje ten moment, w którym zaczynam przekonywać siebie i wszystkich dookoła, że TEGO WŁAŚNIE CHCĘ! Musiałam się przewartościować. I te kartki na których ambitnie wypisywałam swoje plany.. wylądowały w kartonie razem z bajkami z dzieciństwa. To się jakoś ładnie pewnie nazywa.. słomiany zapał? Przerost ambicji? Matt, powiedz, jak to się nazywa w psychologii. Zawiodłam. Zawiodłam samą siebie, a co gorsze.. zawiodłam swoją mamę, która tak wierzyła w moje zdolności matematyczne i szanse na normalne studia. Potrzebuję kopniaka. Potrzebuję tabliczki, drogowskazu i linki pomocniczej. Żebym wiedziała gdzie idę i że to MA SENS. Bo zwalniam. Na samym końcu zwalniam.
Ale napisałam kolejną recenzję. Można to podciągnąć pod ćwiczenia do matury, prawda..?
K.

Przyjedź. to się nawrócę.

piątek, 2.kwietnia.2010, 01:57
Generalnie to go nie ma.
I już zaczyna być okej, kiedy nagle się pojawia. Bezczelnie w okolicach 4-go.
I jest przy tym tak realny, że niemal słyszę jego głos w słuchawce telefonu mojej siostry. Miesiącami przekonuję się, że on nie istnieje, a on się urzeczywistnia w najmniej pożądanym momencie. I jest. Jest i nawet się o nim mówi. Mówi się o tym, że się go widziało, albo, że się z nim jutro spotka. I pyta się mnie, dlaczego ja tego nie zrobię i dlaczego mam z tym problem.
TEGO SIĘ NIE ROBI.
Bo to nie ja mam problem ze spotkaniem. Ja mam problem z jego brakiem, a to zupełnie inna sprawa.
Ja nie mam żalu o to co było. Wiele mnie to nauczyło i nawet dobrze, że tak się stało.
Mam żal o to, czego teraz nie ma. Bo jak już mówiłam.. ZAUFAŁAM. I wciąż wierzę w to, że jednak będziemy rozmawiać choćby raz na rok.
Ale NIE WOLNO o nim mówić. Zwłaszcza teraz, kiedy wiem, że niedzielę (4!) zacznę od zobaczenia go nie po tej stronie ołtarza, po której wyglądałby normalnie.
Jakoś ciągle mi tam nie pasuje..
K.

Jestem naiwna, ufam miłości!

środa, 24.marca.2010, 22:03
"Kiedy byłyśmy małymi dziewczynkami, wierzyłyśmy w bajki, fantazjowałyśmy, jakie będzie nasze życie.
Biała suknia, królewicz, który zabierze nas do zamku na szczycie góry.
Wieczorem w łóżku zamykałyśmy oczy i wierzyłyśmy gorąco w to, że marzenie się spełni.
Święty Mikołaj, Wróżka i Królewicz byli tak blisko, że czuło się ich smak.
Ale człowiek dorasta. Któregoś dnia otwieracie oczy i bajka pryska. Zwracamy się do ludzi i rzeczy, którym ufamy.
Sęk w tym, że trudno całkowicie uwolnić się od tej bajki, bo prawie każdy chowa w sobie ten promyk nadziei i wiary, że pewnego dnia otworzy oczy i marzenie się ziści.
Wiara to dziwna rzecz. Pojawia się, kiedy tego nie oczekujemy.

Po prostu któregoś dnia odkrywacie, że bajka może być trochę inna niż sobie wymyślaliście.

Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nieważne, czy będzie się żyło „długo i szczęśliwie”, ważne, że się jest „szczęśliwym” teraz. Raz na jakiś czas, ludzie nas zaskakują i raz na jakiś czas ludzie potrafią nas nawet oszołomić."

(Meredith Grey. 'Grey's Anatomy')

Tak ciężko czasem zamknąć marzenia w pudełku na szafie. Otwierać je raz na rok przy okazji remontu z postanowieniem zrealizowania bajki. '-tak, tym razem się nie dam. Tym razem będzie jak miało być od zawsze, od kilkunastu lat w mojej głowie..'
Pff. Jasne.
Bo te bajki są nasze. I nikt ich nie widzi tak jak my. Nikt ich nie zrozumie, a tym bardziej nie zrealizuje. Jedyne co nam pozostaje to coroczny porządek w pudełku i kolejne przedefiniowanie bajki, żeby trochę pasowała do bajki innej osoby.
I na tym to polega.
Tak powstają nowe bajki..

Ja ostatnio do swojej musiałam dopisać skreślone 3 lata temu słowo. ZAUFANIE. Ufność i ślepa wiara. Raz. tylko jeden raz w życiu aż tak ufałam. Ufałam na tyle, że 'żegnaj' znaczyło 'do zobaczenia'. Ufam nadal mimo tego, że 'do zobaczenia' nie nastąpiło do tej pory. I nigdy więcej tak nie ufałam. I myślałam, że nie dam się więcej na to złapać. A jednak.. znowu nieświadomie przymykam oczy. I to mnie zgubi. Kiedyś. Póki co spijam każde słowo jak słodkie wino.

I czekam.
Bo UFAM, że to ma sens.
K.

..bo za chwilę nie ma nas.

niedziela, 14.marca.2010, 20:35
Zazwyczaj mamy określony początek, ale nie znamy końca. Ciężko znać datę i godzinę końca. Koniec pojawia się nagle i zaskakuje wszystkich. Z krzykiem zrywa z nas ciepłą kołdrę snów i marzeń. Przywraca do rzeczywistości. Oddaje światu po naszej nieopisanej przygodzie, pięknym śnie.
Ale My znaliśmy koniec. I to dodawało magii. To sprawiło, że po najpiękniejszej górskiej wycieczce tak ciężko było nam wstać rano, zapakować plecaki i przejść nasze ostatnie kilka godzin. Tak strasznie nie chcieliśmy wtedy wsiadać do tego pociągu. Bo znaliśmy miejsce i godzinę. Koniec miał nastąpić na stacji Opole Główne, po 7-godzinnej podróży ze Szklarskiej Poręby. Mimo zmęczenia nie zmrużyliśmy oka. Słuchaliśmy właśnie tej piosenki. Maria Peszek tak idealnie przypominała, że jeszcze chwila i wszystko pryśnie.
Było nie było.. Ale nie zaprzeczysz, była w tym magia. W całych naszych wakacjach.

Maria Peszek - Czarny worek
K.

Kobieco.

poniedziałek, 22.lutego.2010, 21:16
Czasem tak trzeba..
Kawa, wino, książki, kosmetyki, Nouvelle Vague..
Zakładam sukienkę, kozaki i idę na zakupy.
Sprzątam, gotuję..
najbardziej lubię wtedy tańczyć.. Uważam to za niesamowicie kobiece..
Jest mi wtedy jakoś przyjemniej..
Chciałabym móc zrezygnować z tych kilku dni i codziennie czuć się tak bardzo kobieco. Ale.. do tego.. rytuału już chyba się mocno przywiązałam.


P.S. Zastrzel mnie, zawiń w dywan i wyrzuć tak, żeby wyglądało na wypadek!
K.

Mniejsze zło.

poniedziałek, 15.lutego.2010, 01:25
"Gryzła palce do bólu i płakała. Gryzła wargi do krwi. Podeszła do butelki z wodą do podlewania kwiatów stojącej na parapecie. Podniosła do ust i napiła się.
Była znowu spokojna. Wywołała program poczty elektronicznej. Czekały na nią kartki z całego poprzedniego tygodnia i ta z dzisiejszego poranka. Przeniosła je do „poczty usuniętej" bez czytania.
- Nie mogę teraz tego czytać. Już postanowiłam - powiedziała na głos, jak gdyby sobie wydając polecenie.
Wpisała jego adres: Jakub@epost.de.
Po raz ostatni - pomyślała, wysyłając e-mail. Poczuła ulgę.
To przecież tylko Internet...
Otworzyła folder, w którym przechowywała wszystkie e-maile od niego. Zaznaczyła wszystkie do usunięcia. Program pytał:

Jesteś pewny, że chcesz usunąć te wiadomości? (Tak/Nie)

Siedziała chwilę nieruchomo, wpatrując się w ekran.
- Idiotyczne pytanie! - pomyślała z wściekłością. Nagle poczuła się tak, jakby od jej odpowiedzi na to idiotyczne pytanie zależało czyjeś życie.
Czerwony czy niebieski przewód?! Jeśli przetnie niewłaściwy, wszystko wyleci w powietrze. Jak w tych idiotycznych filmach, w których przystojny i opalony półidiota przecina zawsze właściwe przewody. Przypomniała sobie, że w żadnym filmie nie przecinał czerwonego przewodu...
Zadzwonił telefon. Mąż czekał już w samochodzie na dole. Kliknęła na „Tak".

Nic się nie wydarzyło. Świat istniał dalej. Widownia odetchnęła z ulgą.

Wyłączyła komputer. Wstała. Dotknęła prawą dłonią ekranu monitora. Był jeszcze ciepły. Do widzenia, Jakub...
Zgasiła światło i wyszła."
K.

Bublé.

piątek, 22.stycznia.2010, 23:44

Kupiła 2 butelki ulubionego wina,
usiadła na podłodze wśród sterty listów i starych zdjęć
i słodko się upiła.
Bublé z winem działają na nią zdecydowanie lepiej niż Daniel's z Bull'em albo wódka z Burn'em.


"Słuchając mnie o sobie słuchaj,
Bo więcej łączy nas niż dzieli.
Więcej tu pokrewieństwa dusz,
Niż byśmy sami tego chcieli.

Opowiedz mi wysłucham Cię,
Opowiedz mi o sobie.
A ja słuchając zdziwię się
Jak wiele mnie jest w Tobie."
K.

Czwarta nad ranem..

piątek, 15.stycznia.2010, 04:17
Może sen przyjdzie. Może mnie odwiedzisz..

Cóż. Nie ma lekko. Projekt z historii, rzecz ważna. Jak się okazuje ważniejsza niż sen.
Temat o Afryce to kara za dready, mówię wam.
Prezentacja skończona. Teraz pozostaje mi nauczyć się tych wszystkich kosmicznych nazw, nazwisk i dat.
Czuję się tak zmęczona, że nie wiem gdzie jestem i co się dzieje.
Mam wrażenie, że moje powieki są podtrzymywane przez jakieś niewidzialne zapałki.
Jestem trochę zła, że siedzę nad historią. Mam teraz straszliwą ochotę rysować. Wiem, że powinnam, w sobotę mam próbny egzamin.
Zajmuję się nie tym, czym powinnam. Powinnam rysować, rozwiązywać zadania z matmy i czytać książki do prezentacji.
A ja tymczasem zarywam noce przez projekty z historii i próbne matury z francuskiego.
Zastanawiam się, czemu nie poszłam na mat-fiz. Wolałabym się uczyć fizyki niż wosu, historii i francuskiego.
Albo.. czemu nie posłuchałam rodziców i nie poszłam do plastyka? Mogłabym rysować ile chce.
Powinnam się teraz poświęcić tylko temu, co się bezpośrednio wiąże z maturą i egzaminem wstępnym.
A wiecie co jest najlepsze? Że ja to właściwie lubię.
Nie, nie historię.
Taki tryb pracy.
Zarywanie nocy, nakręcanie się kawą i zapominanie o całym świecie.
Ja muszę żyć w biegu. Mieć coś na głowie, coś do załatwienia.
Narzekam wtedy i wyklinam na czym świat stoi, ale w gruncie rzeczy tak mi najlepiej.
Wbrew pozorom ja nie znoszę bezruchu i bezczynności.
Niech tylko pokaże się słońce, jak zacznę biec to zatrzymam się w maju.
Nie, nie zatrzymam się. Wtedy dopiero się rozpędzę.
Praca, wyjazd. Jeden, drugi, dziesiąty, szukanie mieszkania, egzaminy, przeprowadzki, życie na własną rękę..
Właściwie to już niedługo.
2 tygodnie stycznia, potem studniówka, ferie w Norwegii, potem 2 miesiące szkoły i matura.
Voila.
Choć brzmi to strasznie.

109 dni.

Mało. Kiedy tyle mi zostało do 18, cieszyłam się, że to już.
Ale to dobrze. Teraz pójdzie szybko.
Oby.

Już piąta. Może sen przyjdzie..

P.S. Radku, naprawdę jest 5 nad ranem, nie myślę o przecinkach. Przepraszam.
K.
No i oczywiście moje postanowienie szlag trafił. Przyrzekłam sobie coś, powiedziałam o tym komu trzeba i już po kilku dniach wszystko zaczęło się inaczej kręcić. Już wiedziałam, że ja tak nie potrafię i że chyba oszukuję samą siebie. Zaczęłam czuć to śmieszne uczucie, którego mi tak bardzo brakowało.
Tęsknota, bo o niej mowa, pojawiła się nagle, bodajże po dość przedłużonym wyjściu na piwo. Rano poczułam dziwną pustkę. Chodziłam nakręcona następne dwa dni. A potem już tylko siedziałam za stołem w Big Benie i patrzyłam to na drzwi to na zegarek. I przyszedł. I to były najlepsze urodziny w moim życiu.
I pojawiło się to śmieszne uczucie, kiedy był ktoś, kto był moją pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia. Potem mieliśmy się nie widzieć cały tydzień. Wytrzymaliśmy dwa dni.
A potem przyszła długo wyczekiwana sobota. Kolacja przy winie, teatr, znowu wino, filmy, muzyka.. I dostałam najpiękniejszy prezent mikołajkowy. Miłość.
Od tygodnia chodzę 30 cm ponad chodnikami, a tęsknota towarzyszy mi częściej niż zmęczenie. Zauważam nanosekundy bez niego.
I mówcie sobie co chcecie, ale ja zamierzam być szczęśliwa, cholernie szczęśliwa.
K.

Przy winie samotność jest o wiele słodsza.

poniedziałek, 23.listopada.2009, 01:45
Powoli wydostaję się z choroby. Po tygodniu wyszłam z łóżka. Nie męczy mnie już poranne robienie herbaty - odzyskuję siły. Ale wiecie, jak to jest, kiedy przez 7 dni i 7 nocy leży się w łóżku i nie ma się do kogo odezwać, poza mamą, która przychodzi z kolejną porcją leków. Dużo się myśli.
Przewaliłam cały sezon Magdy M. No, głupia ona nie była. Podsunęła mi masę myśli. Podjęłam kilka dość ważnych decyzji, których już żałuję, ale wiem, że są dla mnie dobre.
Potrzebuję faceta. Kogoś na spacer, kino, muzykę, wino, kogoś kto powie mi, że ładnie wyglądam, kogoś, kto zrobi mi bałagan w pościeli, pogniecie sukienkę i rozrzuci biżuterię po pokoju. Potrzebuję kogoś, kto mnie przytuli i pocieszy. Zrozumie i doradzi.
Potrzebuję faceta. Ale to nie znaczy, że mam się rzucać na szyję pierwszemu lepszemu. Potrzeba mi trochę szacunku do siebie, jako kobiety. Więc będę powściągliwa. Nawet jeśli spotkam tego jedynego (ta..) to nie rzucę się na niego. Poczekam, choćby to była najtrudniejsza rzecz w moim życiu. Tak postanowiłam i tak będzie.
Koniec i kropka.
Oczywiście, teraz jeszcze bardziej brakuje mi miłości. Ale już długo sobie z tym radzę. Mogę jeszcze poczekać.
Kolejna rzecz to ta nieszczęsna matura i jeszcze gorsze studia. Zdaję matmę, bo wmawiają mi, że mam to we krwi i to uwielbiam. Tak, wychodzi mi. Tak, mam same 5, a nie uczyłam się od gimnazjum. Ale to nie znaczy że to lubię i zdam rozszerzoną maturę. Nie chcę się uczyć, bo jestem zmuszana.
Ale spoko, to tylko egzamin. Potem studia.
Architektura? Gdyby W. był na medycynie pewnie teraz uczyłabym się biologii. To mi nie wychodzi. Może i trochę kręci, ale nie wychodzi. A co mi wychodzi? Pozostawię bez odpowiedzi.
Co mnie kręci? Sztuka. Ale za mało, żeby ją studiować, chyba że film. Ale aktor odpada, scenarzysta też. Za mało pomysłów. Poważnie myślę nad charakteryzatorką, ale to tylko w Warszawie, żeby być blisko tych wielkich ludzi kina. Krąży mi w głowie reżyserka. Ale do tego trzeba talentu i olbrzymiej wiedzy, czyli potrzeba mi jeszcze lat.
Muszę się zdecydować na studia, a nie wiem, co mnie kręci.
Czuję się jak taka marionetka. To, tamto, tu, tam, zanieś, przynieś, zrób, narysuj..
Tak, wiem, że macie mnie za egoistkę, ale nie niewiele robię dla siebie. Bardzo często z siebie rezygnuję, żeby wam było dobrze. Nawet nie macie pojęcia..

Ale teraz jest okej. Obejrzałam kilka filmów, słucham Myslovitz i piję czerwone wino.
Przy winie samotność jest o wiele słodsza.
Spróbujcie.

Dużo, chaotycznie, połowy nie ma.
Kiedyś napiszę dokładnie, o co mi chodzi.

Bonne Nuit.

P.S. 2 dni! I wreszcie będę miała plastik.
K.

"Have You Ever Really Loved a Woman?"

poniedziałek, 9.listopada.2009, 22:00
Dziś Bryan jest moim mistrzem. Moim idealnym mężczyzną i marzeniem. Cichutko śpiewa to, co właśnie chcę usłyszeć. Kilka dni temu chciałam napisać o swojej obsesji na punkcie kobiecości. Dziś jest taki nietypowy dzień. Nie byłabym w stanie ująć tego wszystkiego odpowiednimi słowami. Pozwolę sobie na przytoczenie słów Bryana. Już przetłumaczonych. Tak, panowie, z kobietami tak właśnie trzeba, słuchajcie kolegi Bryan'a..

"Czy rzeczywiście kochasz kobietę?
Żeby ją zrozumieć musisz poznać ją od wewnątrz
Słyszeć każdą myśl – widzieć każdy sen
Dawać jej skrzydła, – kiedy będzie chciała latać

A kiedy znajdziesz się bezradny w jej ramionach
Wtedy wiesz, że naprawdę kochasz kobietę
Kiedy kochasz kobietę mówisz jej, że rzeczywiście jest potrzebna
Kiedy kochasz kobietę mówisz jej ze jest jedyna
Ponieważ ona potrzebuje kogoś, kto powie, że to będzie trwało wiecznie
Więc powiedz mi czy ty kiedyś rzeczywiście - rzeczywiście rzeczywiście kochałeś kobietę?

Pozwól jej trzymać cie – poczuj jak ona potrzebuje być dotykana
Oddychaj z nią – rzeczywiście smakuj jej
Poczuj ją w swojej krwi
A kiedy zobaczysz w jej oczach wasze nienarodzone dzieci
Wtedy wiesz, że naprawdę kochasz kobietę

Ty dajesz jej wiarę – trzymaj ją mocno
Z odrobiną czułości – traktuj ją dobrze
Ona będzie tu dla ciebie dobra i troskliwa
Czy rzeczywiście kochasz swoja kobietę…"



K.

Jest piątek, jest impreza! czy jakoś tak..

piątek, 9.października.2009, 22:15
Dzisiaj jest kolejny zły dzień. Bo to musi być bardzo zły dzień skoro obejrzałam cały sezon "Przyjaciół". Ale.. nie, nie jest źle. Oglądam "Przyjaciół" i piję różowe drinki. Cóż, powinnam je pić dzisiaj w klubie z tymi innymi przyjaciółmi. Never Mind. Jest dobrze. Nie jest tak źle, żeby nie mogło byc gorzej. Jutro zobaczę się z ludźmi, których nie widziałam od lipca. Tak.. cieszy mnie to. Ale chyba bardziej cieszy mnie to, że zobaczę innych ludzi, że wreszcie będziemy mieli dla siebie czas i tym razem nikt nam nie przeszkodzi.
Ta, jasne.

"cisza w pustym pokoju
nikt mi nie da i nic tyle ciepła co Ty

bo mi naprawdę jest tak źle
miejsca za dużo w tym wielkim pokoju
i nawet nudzi mnie muzyka

chodź przytul mnie, obejmij mnie
bo bez ciebie jest mi źle.."

Właśnie. Niczego więcej nie śmiem oczekiwać.
K.

"Samotność w sieci"

piątek, 2.października.2009, 00:21
Mieliście kiedyś prawdziwe dreszcze przy słuchaniu muzyki? Piękne uczucie. Nie, nie piękne. Zdumiewające, nieziemskie, trudne do opisania tak prostymi słowami. Urządziłam sobie najcudowniejszy wieczór od.. Po prostu, najcudowniejszy wieczór. Włączyłam elektryzującą, hipnotyzującą muzykę - Ketil Bjørnstad i otworzyłam dzisiaj zakupiona książkę - "Samotność w sieci". Nie mogę uwierzyć, że pisał ją mężczyzna. Mam wrażenie, że zna mnie na wylot i opisuje uczucia, których nigdy nie potrafiłm nazwać, więc siedziały sobie gdzieś głęboko we mnie. Kiedy czytam poważne książki, takie o życiu, zawsze mam przy sobie ołówek i zakreślam zdania, które mnie poruszyły, dały do myślenia, wywołały łzy, dreszcz albo uśmiech. Jestem na 28 stronie i już mam pokreśloną książkę, jak żadną inną. Niesamowite przeżycie. Zapomniałam tylko o jednym - kieliszek wina do tego wszystkiego. Następnym razem nie zapomnę.
Jest magicznie. Brakuje tylko.. kogoś, kto by mnie teraz objął i razem ze mną rozkoszował się tą chwilą. Ale przecież nie można mieć wszystkiego.
Wracam do lektury.
Bonne nuit.
K.

Hurra, hurra !

poniedziałek, 28.września.2009, 23:28
No, to juz nie żarty. Jutro trzeba oddać deklaracje maturalne. Nie wiedziałam, że wybieranie tematu może byc takie trudne i że mogę mieć aż 11 propozycji ! Spędziłam nad tym cały wieczór, ale jestem całkiem zadowolona. Mam o czym mówić. Może zacznę od rozmów na te tematy z obcymi ludźmi w Coffee Moment, tak jak dziś z panem od medytacji na temat Coelha i maleńkich cudów w życiu, które zupełnie zmieniają jego bieg. Może w ten sposób się ośmielę i kiedy stanę w maju przed Tollową nie zabraknie mi słów i oddechu. Tak, to bez wątpienia najbardziej stresująca mnie matura. Ale mam czas, będę się do niej przygotowywać z Coffee Moment. Bo to sa przecież rzeczy, o których moge mówić, a tam są ludzie, którzy lubią słuchać.
Wracając do pana od medytacji.. poszłam sobie dzisiaj na kawę i dobrą książkę do Coffee Moment. Na wejściu usłyszałam, jakie mam piękne dready (ach!), więc od razu zrobiło się miło. Potem ten sam pan przysiadł się do mnie i zobaczył, co czytam. "Weronika postanawia umrzeć" Paulo Coelho. Wyjaśniłam, że przypominam sobie, o czym to jest, bo w piatek jest premiera filmowej adaptacji. Nie wiedział, więc powoedziałam mu co wiem. Aż wstyd, nie mam pojęcia kto to reżyseruje! Zastanowilismy się nad tym, dlaczego nikt nie zekranizował np. "Alchemika". Doszlismy do wniosku, że to za trudny materiał, ale pewnie po "Weronice.." cała sprawa ruszy pełną parą. Później pogadaliśmy o samej Weronice i opowiedział mi historię dziewczyny, która była na takim życiowym zakręcie i w pewnej chwili spotkała Coelha. Pogadała z nim, a on kazał jej założyć w swoim kraju (Polsce) wydawnictwo. Tak powstało wyd. "Drzewo Babel" zajmujące się m.in. książkami Coelha. To zdumiewające. Jeden telefon, spotkanie, przypadkowa rozmowa i Twoje życie zupełnie zmienia tor i barwy. Taki mały cud.
A spotkałam tego pana tylko dlatego, że wczoraj wreszcie udało mi się zatrzymać na chwilę i przeczytać książkę dla przyjemności, nie lekturę. Tak mi sie to spodobało, że dzisiaj wyjątkowo nie uczyłam się przy kawie a czytałam książkę. Zdecydowanie mają w sobie magię. Weronika jest inspirująca przez swoją niechęć do zycia, a Coelho jest mistrzem pióra.
Wiem, że pisze to tylko dla siebie i i tak nikt tego nie czyta (nie mówiąc juz o słowie komentarza!), ale to chyba taka forma dobrawolnej terapii. Amen.
K.
"-faceci..najbardziej wkurza mnie to, że zabierają mi moją samotność.
-Ty to byś chciała mieć płomień co noc, a płomienie co noc mają tylko strażacy.
-Chcę, żeby mnie ktos przytulił, po prostu."

Lubię swoją samotność i wolę gonić i tęsknić za miłością, niż ją mieć.
Lubię to uczucie. Tęsknota, pustka. Lubię to, kiedy desperacko i maniakalnie szukam silnego ramienia, żeby tylko na chwilę się przytulić. Kocham ten stan. Taka zabawa w berka, w której trzeba tylko gonić, jak złapiesz - szybko wypuść. Takie "piłka parzy", tylko że miłością zamiast piłki.
Takie życie mi się podoba. Samotna, niezależna kobieta. Wino, filmy, muzyka, sztuka, ładne mieszkanko, kot, od czasu do czasu facet. Znajdę pracę, którą pokocham i będę dobra w tym, co robię.

I nie chcę się angażować póki nie poznam Tego Jedynego. Po czym go poznać? Mówią o światełku nad lewym ramieniem. Może to tak działa. Wiem, że potrzeba mi kogoś, kto będzie mną. A w każdym razie moimi oczami. Żeby patrzył na świat z mojej perspektywy. Ktoś, kto zachwyci się dzieckiem, zatłoczoną knajpą, głośnymi ulicami, kubkiem kawy, biedronką i wiśniami.Bedzie głośno śpiewał idąc przez miasto ze słuchawkami na uszach i śmiał się z filmów w kinie, komentując je głośno. Usłyszy w muzyce to, co ja, zrozumie ten sam tekst, a w filmie zobaczymy to samo. Taka bratnia dusza. Wtedy reszta jest nieistotna. Stąd się biorą te same pasje, zainteresowania, ulubione miejsca.. Wszystko się łączy. I jestem pewna, że wtedy pojawia się to światełko tuż nad lewym ramieniem.

A teraz jestem jak na huśtawce. Biegnę do miłości i uciekam, biegnę - uciekam, biegnę - uciekam, uciekam - goni mnie.

"Rozum: Odkąd znasz Go... nieustannie przyspieszasz, zwalniasz, zalewasz mnie dopaminą, budzisz w środku nocy, albo wogóle nie dajesz spać... dlaczego to robisz serce? Boisz się że kiedyś będziesz biło nad tortem tragicznie pełnym świeczek i pomyślisz że twój czas minął, a ty niczego nie przeżyłeś...żadnej prawdziwej arytmii, żadnej romantycznej tachykardii, albo chociaż migotania przedsionków... a może ograniczenie się do bicia tylko dla jednego mężczyzny budzi w tobie lęk przed zmarnowaną szansą... ?

Serce: Ja myślałam, że to minie... że to taka chwilowa nieregularność... w reakcji na chłód i pustkę..., obojetność, ale teraz chyba chcę żeby ta nieregularność trwała... bardzo chce... "

Chcę, żeby ta nieregularność trwała. Bardzo chcę.

( Hold me tight! )


|"Samotność w sieci" |
K.

Miłość jest ślepa.

czwartek, 4.czerwca.2009, 01:14
Jest. I każdy to powtarza. Ale ja mam wrażenie, że tylko męska miłość jest ślepa.
Wy kochacie jakoś inaczej. Dłużej. Wytrwalej. Nie zauważacie wad, potraficie je pominąć, nawet nieświadomie. My jesteśmy w waszych oczach pięknymi, idealnymi aniołami. Czegokolwiek byśmy nie zrobiły, nigdy nie będziemy złe.
Ale my jesteśmy złe. I wiemy jak z tego korzystać.
I my widzimy wasze wady. Widzimy wszytko.
Zakochani są ślepi. I to dotyczy obu płci. Tylko u kobiet mija zakochanie i spada zasłona z oczu. U was nie. To tak jakbyście byli ślepi i za przewodnika mieli kobiety.
Tak sobie myślę, że to nie fair.
Nigdy nie pokocham tak, jak ktoś kocha mnie.
Tak.. wiecie, bezgranicznie.
No tak, wiecie..
wy tak kochacie.
K.

Masochizm.

wtorek, 5.maja.2009, 00:54
Jak zazwyczaj czwartego dnia miesiąca popełniam psychiczne samobójstwo.
Słucham naszej muzyki, oglądam nasze filmy, nasze zdjęcia, czytam listy, staram się czuć jak kiedyś.
A jeszcze dzisiaj jakoś tak podczas rozmowy o zupełnie innym panu powrociła myśl o naszym spotkaniu. Jakby to było..

"A kiedy wrócisz już Ci nigdy nie pozwole tak długo nie byc i tak daleko odejść.."

Mimo, że to by było głupie i bezsensowne, zgodziłabym się na wszystko, o co byś poprosił..

"On revient toujours á ses premiers amours."

Ten pierwszy jest najwazniejszy. Niby to dobrze, że sie nie widzimy, ale.. chyba wolałabym mieć jakiś kontakt. chociaż taki co pół roku. To lepsze niż nic, uwierz.

"Za jedną kroplę Ciebie oddam prawą dłoń, słuch, powonienie."

Chciałabym tak raz na pół roku wchodzic w ściany i płakac ze szczęścia, nawet na te kilka godzin.
To lepsze niż raz na rok widzieć go z bezpiecznej dla niego odległości.
W czymś, co zupełnie nie pasuje do chłopaka biegającego w zielonych ciuchach po drzewie z łukiem na plecach.
K.

sentymenty

czwartek, 9.kwietnia.2009, 23:49
Słucham Red Hot Chili Peppers i sobie myślę, że cofanie czasu jest głupie, ale za cofnięcie się do jednej sprawy oddałabym wszystko. To by zmieniło pewnie wszystko, co się działo po 3 gimnazjum, ale jeśli Ktoś chciał żebym np. była z Mattem to i tak bym z nim była pewnie.
Wojtka bym olała albo walczyła tak, żeby postawić na swoim, traktowałabym to inaczej, bo ten związek to była dziecinada. Wtedy może to by miało inne zakończenie. A nawet jeśli nie, nie użalałabym sie nad sobą tyle. I pozwoliłabym sie dotknąć. I nie kazałabym panu M. czekac na siebie te pieprzone 2 miesiące. Życie to zabawa. Dopiero po tamtej zimie to zrozumiałam. Tego sobie nie mogę wybaczyć, że tak późno postanowiłam powiedzieć to durne 'tak'. Za późno. Do tego bym się cofnęła. Nawet jeśli miałoby to zmienić całe moje życie od tamtej chwili do teraz. Nie, to nie tak, że go kocham, żeby nie było. Ale chciałabym móc go kochać. Albo chociaż mieć kontakt. Zostały mi po nim tylko piękne piosenki RHCP. Z nikim innym mi sie nie kojarzą. To śmieszne, serio się wtedy zakochałam. pamiętam jak ostatni raz byłam u Wojtka, obudziłam się, popatrzyłam na niego i zobaczyłam w nim pana M.
K.

rodzinka.

środa, 1.kwietnia.2009, 11:37
Nie mam wiele do zarzucenia swojej rodzinie. Nawet powiem, że jest wspaniała, jak tak sie patrzy na inne rodziny. Jedynym polem walki z rodzicami są rozmowy o nauce, ale za rok zdam maturę i będę miała to z głowy. Bo np. na wakacjach mam świetnych rodziców. Czasem tylko jest problem z tym, że nie ma mnie w domu i w pokoju rośnie taka ładne sterta ciuchów.. :P Tak, za rok już będzie dobrze. Zresztą, jak można kłócić się z kimś, kto mieszka gdzieś za morzem..
A siostry? wiadomo, że przychodzi taki wiek, kiedy młodsza juz nie jest dzieckiem i może sie dagadać ze starszą. Chyba wtedy, kiedy przestają ze sobą mieszkać. Serio, na palcech jednej ręki mogę policzyć poważne kłótnie z Alą z ostatniego.. roku.
Co innego z siostrą, która jest już nie dzieckiem, ale gimnazjalistką, czyli jeszcze gorzej..;p tutaj nie ma szans na trwałe porozumienie. Choć nie jest tak źle.
Z każdym z osobna jest nieźle.
Gorzej jak zjedzie się cała rodzina.
Agata - gimnazjalistka - chodzi i wkurza wszystkich dookoła. Efekt? Ala jest wkurzona i wychodzi z domu, mama, równie wkurzona zasypuje nas obowiązkami (tylko kogo? Ala wyszła, Agata obrażona na cały świat udaje, że nas nie zna.. zostaje ja, choć nie brałam w tym udziału), tato staje po stronie mamy, bo tak dawno jej nie widział. A ja musze siedzieć cicho i zapomnieć o wyjściu gdzieś. Tak to jest, chcesz być miłym i grzecznym to obrywasz najbardziej;p Ale ja za rok wyjeżdżam, Agata pójdzie do liceum to może jej się coś poprzestawia..

Ale myślę sobie czasami, i o tym w sumie chciałam napisać, że najfajniej by było jakbyśmy były tylko my z Alą. bez tego dzieciaka. Bo to widać, jak ona wyjeżdża. Mama ma dobry humor, wychodzimy gdzieś, gadamy, jak Ala przyjeżdża to jest jakoś spokojnie. Agata wraca i od razu burza z piorunami. Ech, gimnazjaliści.. :P
K.

Wiosna

poniedziałek, 23.marca.2009, 23:03
Popadam ostatnio w depresje. Tomasz nagrywa, Michał w pracy, Karolina we wrocławiu, dziewczyny śmigają po korepetycjach i treningach, a do tego za oknem deszcz, a nawet śnieg czy coś co go przypomina.
A ja siedze przed kompem do nocy i płaczę przy oglądaniu House'a. Zdecydowanie popadam w depresje. Boli mnie głowa, mam goraczkę, nie chce mi się uczyć jeszcze bardziej niż zwykle.. Ale jest plus. Nie mogę usiedzieć na miejscu więc sprzątam.

Zdecydowanie wolę robić coś innego.

Na całe szczęście są jeszcze piątki, piątek to taki miły dzień kiedy wychodzi słońce i jest miło i kolorowo.. do niedzieli kiedy trzeba się obudzić i zacząć coś robić.. ale co ja bym zrobiła bez tego piatku trwającego do niedzielnego popołudnia?

To tylko wiosenne przesilenie. ponoć w piątek ma być ciepło. Z tą myślą przetrwam tydzień.

Pozdrawiam, w imieniu redakcji, Judyta.
K.

Znowu.

niedziela, 22.marca.2009, 17:19
Jak już mówiłam, kiedy mi tak brutalnie przerwano.. ;)

Wreszcie działa. Oczywiście jeszcze nie wszystko, ale jestem cierpliwa.

Zaszły zmiany.
Kaś się usamodzielnia. I zaczyna zabawe. Tak jest mi dobrze. Co, z kim, gdzie, kiedy, ile, jak długo, w jaki sposób.. to tylko mój wybór, moja sprawa i moja decyzja. Nie muszę nikogo uwzględniać w planach. Trzeba mi było takiej wolności, za długo jej nie miałam. I może jestem wredna, wiem. Ale jak teraz nie będę miała tej wolności to kiedy?
I ktoś, kto ma bzika na tym samym punkcie co ja to serio fajna sprawa. Można 3 godziny pić kawę, wracać w nocy do domu, zasypiać i budzić się z muzyką w uszach, głowie i na ustach. Zgubic poczucie czasu gdzieś między regałami z płytami w Empiku. I to wszystko bez poczucia straconego czasu. Ktoś, kto dokładnie wie, o co mi chodzi. Wspaniała sprawa.

"Wysłuchaj mnie, bo ja to Ty
Choć pewnie trudno ci uwierzyć
Że Ty i ja, że ja i Ty
Tak wiele mamy wspólnych przeżyć

Słuchając mnie o sobie słuchaj
Bo więcej łączy nas niż dzieli
Więcej tu pokrewieństwa dusz
Niż byśmy sami tego chcieli

Opowiedz mi wysłucham Cię
Opowiedz mi o sobie
A ja słuchając zdziwię się
Jak wiele mnie jest w Tobie"
|Indios Bravos.|
K.

Elitka.

piątek, 16.stycznia.2009, 22:44
Serio. tym razem naprawdę uczyłam się całe popołudnie. od 16 do.. północy? Już mi się mózg przegrzał od tego franca. Cóż. pomylić teraźniejszy z przeszłym? Najlepszym się zdarza. Zapomniec kilku kluczowych słów? Co tam. Mam teraz całe dwa tygodnie ferii na naukę. zdam na 3, nawet na 4 jestem w stanie.
Chyba.
Geografia, historia, historia, wos, polski, polski, polski, chemia, francuski..
o czymś jeszcze zapomniałam?
Tak. będzie zabawa na feriach.
Lisu miał racje. trzeba było iść do technikum.
tam przynajmniej płacą :D
Ale nie. Jestem elitą, nadzieją narodu, chociaż w szkole słyszę coś zupełnie innego.
elita nie śpi.
Nie nadaje się tutaj.
Ucze się czy nie. i tak jest tak samo.

Bonne nuit!
K.